24
Paź

Diagnoza

   Posted by: admin   in

Diagnoza

Zdiagnozowanie autyzmu u naszego dziecka było żmudnym i długotrwałym procesem. Nic nie wskazywało na to, że Kubuś ma jakiekolwiek problemy rozwojowe. Był wesołym ruchliwym dzieciakiem i wydawało się, że rozwijał się prawidłowo. W grudniu 2009 stwierdziliśmy, że coś z Kubusiem jest nie tak. Był mało komunikatywny, słabo reagował na swoje imię, bawił się sam. Myśleliśmy, że nie słyszy lub niedosłyszy, chociaż z drugiej strony lubił słuchać muzyki i oglądać teledyski. Lekarze na początku mówili, że wszystko jest w porządku, ponieważ zdarza się u chłopców, że u nich rozwój mowy przebiega dłużej niż u dziewczynek i nie trzeba się martwić na zapas.

Przez następne pół roku, mimo naszej pomocy, Kubuś nadal słabo reagował na nasze próby kontaktowania się, cały czas był zamknięty w sobie, ale jednocześnie był bardzo wesoły i uśmiechnięty, nie miał żadnych zahamować w stosunku do obcych osób, do każdego potrafił podejść bez żadnych oporów. Czasem na polecenie pokazał palcem nosek. Jego mowa była niewyraźna, mówił gardłowo, jak „Kaczor Donald”. Niby to było śmieszne, ale i niepokojące, ponieważ nic z tego gaworzenia nie wynikało.

Kiedy po pół roku nie było w zasadzie, żadnej poprawy w zachowaniu syna, zaczęła się nasza batalia o Kubusia.

Udaliśmy się do lekarza pierwszego kontaktu i przedstawiliśmy nasze problemy z dzieckiem. Dostaliśmy skierowanie do specjalistów, tj. do neurologa i laryngologa.

Najpierw w czerwcu udaliśmy się do neurologa w Bielsku-Białej. Niestety po tej wizycie u Pani neurolog – nazwiska przez grzeczność nie wymienimy – nasz świat się zawalił. Potraktowała nas dość nieprzyjemnie, stwierdziła, że dziecko jest umysłowo chore i że takie już pozostanie. Kazała nam poszukać sobie ośrodka wczesnej interwencji w rejonie, w którym mieszkamy. Na spotkaniu od razu chciała również wypełniać dokumenty związane z uzyskaniem dla Kuby orzeczenia o niepełnosprawności, jakbyśmy przyszli do niej tylko po papier do zasiłku. Kazała nam zgłosić się po wakacjach ponownie. Po wyjściu stwierdziliśmy, że u tej Pani doktor „nasza noga już nie postanie”. Ja byłem załamany, a moja żona tak wściekła, że po kilku dniach mieliśmy już umówioną wizytę w Punkcie Wczesnej Interwencji w Cieszynie. Termin wizyty przypadał, co prawda na koniec sierpnia, ale półtora miesiąca czekania nie grało już roli, był to okres wakacyjny, a my wiedzieliśmy, że dobrze trafiliśmy.

W międzyczasie udałem się z dzieckiem do laryngologa w Skoczowie i tutaj kolejny kubeł zimnej wody. Lekarz – nazwiska przez grzeczność nie wymienimy – stwierdził, że Kubuś jest głuchy i dał skierowanie na badanie słuchu metodą BERA. Jak o tym poinformowałem żonę przez telefon, to znowu się wściekła i stwierdziła, że żyjemy w jakimś chorym i debilnym kraju, gdzie nie używając wulgarnych słów – lekarze są niedouczeni i diagnozują głuchotę u dziecka nie robiąc ŻADNYCH badań. Po zasięgnięciu języka i paru telefonach, po kilku dniach wylądowaliśmy na prywatnej wizycie u laryngologa dr Papli. Lekarz wykonał od razu dwa podstawowe badania słuchu u Kuby, pośmiał się z diagnozy i stwierdził, że słuch ma dobry i mieści się w zakresie normy w tym wieku i nie trzeba wykonywać na razie żadnych dodatkowych badań. Stwierdził, że gdzie indziej należy szukać przyczyn problemów. Od razu spadł nam kamień z serca. W końcu jakieś sensowne podejście lekarza do problemu.

Pod koniec sierpnia zgłosiliśmy się na umówione spotkanie w PWI w Cieszynie, najpierw do neurologa dr Rafała Kasprzyka. Wizyta trwała prawie dwie godziny, podczas których był skrupulatnie przeprowadzony z nami wywiad, a Kubuś był cały czas obserwowany. Dr Kasprzyk nie znalazł jakiś zaburzeń neurologicznych u syna, ale w związku z opóźnieniem w rozwoju, zalecił umówienie się z psychologiem oraz logopedą tamtejszego ośrodka.

Pierwsze spotkanie z psychologiem – Anną Wawraczek odbyło się we wrześniu 2010 roku. Na początku przez kilka spotkań był przeprowadzany szczegółowy wywiad i obserwacja Kubusia. Tutaj odnieśliśmy pozytywne nastawienie do problemu dziecka. Pani Ania po kilku spotkaniach stwierdziła, że Kubuś ma zadatki na autyzm i dała nam kontakt do Pani psycholog Rozetty Michnik, która pracuje w Ośrodku Wspierania Rozwoju Małego Dziecka w Bielsku-Białej.

Od połowy października Kubuś zaczął uczęszczać na terapię psychologiczną do p.Ani, a od stycznia 2011 roku na terapię logopedyczną do p.Magdy Putyry.

W październiku Kubuś zaczął także uczęszczać na hipoterapię w stadninie w Górkach.

Pierwsze spotkanie z p.Rozettą odbyło się w listopadzie. Przyjęła nas bardzo ciepło, dodając nam wiele otuchy. Zaczął się żmudny proces diagnostyczny, który trwał prawie trzy miesiące. Pani Rozetta robiła z nami wywiady na temat zachowania i rozwoju Kubusia, później obserwowała Kubę, jego sposób zabawy i reakcji na otoczenie. Na początku wstępnie stwierdziła, że pełne zdiagnozowanie Kuby nie będzie sprawą łatwą. Z jednej strony Kubuś posiada klasyczne zachowania ze spektrum autyzmu, a z drugiej strony ma zadatki na rozwój strony intelektualnej.

Kolejne spotkania z panią psycholog definitywnie wyjaśniły sprawę i nasze obawy. Pod koniec lutego 2011 roku Kubuś został zdiagnozowany – AUTYZM WCZESNODZIECIĘCY.

Większość rodziców potraktowałoby autyzm jak wyrok. Ale my mając ten wzrok na papierze, wiemy, na czym stoimy, wiemy, co dolega naszemu dziecku i wiemy, jakiej mamy dla niego szukać pomocy. Kubuś wymaga intensywnej terapii i rehabilitacji. Dzięki dużemu potencjałowi może z naszą pomocą osiągnąć naprawdę wiele. Zdajemy sobie sprawę, że Kubuś być może nigdy nie będzie taki, jak jego starszy brat. Wierzymy jednak, że możemy zrobić naprawdę wiele, by mógł poprawnie funkcjonować w społeczeństwie.

Teraz, po roku, o autyzmie wiemy już co nieco. Uczymy się metod walki z tym zaburzeniem. Dzięki pomocy życzliwych lekarzy, psychologów, logopedów, pedagogów i przyjaciół nie jesteśmy już zupełnie bezradni. Przez wiele miesięcy poruszaliśmy się po omacku i czekaliśmy na cud, że naraz coś zaskoczy i Kubuś będzie zdrowy. Niestety diagnoza była bolesna, ale cud jest. A nawet cuda. Kiedy Kubuś mówi: mama, tata i wymawia kolejne nowe wyrazy i ciągnie żonę za rękę i woła ‘mama chodź’.

Wypowiedzieliśmy wojnę autyzmowi i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by nasz Kubuś był TU z nami a nie gdzieś TAM, gdzie nikt nie ma do niego dostępu.

Dopóki nie stworzymy Kubusiowi odpowiednich warunków, a on nie zechce z nami współpracować do tego czasu pozostanie po drugiej stronie, albo trochę tu a trochę tam…

Ps. Wniosek z naszej historii jest taki: im gorszy lekarz i głupsza diagnoza, tym szybciej zaczynasz myśleć i działać. Nie straciliśmy zbyt wiele czasu, bo za bardzo się wkurzyliśmy i zaczęliśmy walczyć o syna.

Copy Protected by Chetan's WP-Copyprotect.